Czy jesli
ktos zaprasza Cię na imprezę, a od wejscia informuje, ze juz sobie, dla przykladu, popił, znaczy
to ze jest juz alkoholkiem?
atak afganskich terrorystow
Moja babcia zaraziła mnie zbieraniem woreczków i siateczek.
Pamiętam to, bo ojciec zawsze walczył z teściową o te woreczki. I o brud. I o zbieractwo (najpierw użyję starego, więc odłożę sobie na
boczek). Sprzątam w szafie. Stos woreczków. Nie licząc małych torebek 'HAMA', których wyniosłem kiedyś z fotograficznego 200 sztuk, było tam
chyba ze 100 siateczek różnych romiarów. Chciałem wywalić je wszystkie, ale zostawiłem po szczepie z każdego zarazka - kilka 'HAMA',
kilka zwykłych białych, kilkanaście antystatycznych, kilka bąbelkowanych. Koniec z woreczkami w moim życiu.
Dziś odkryłem, że mój taboret/pufa też się otwiera. I że jest wypełniony/a po brzeg woreczkami. Tym razem wyniosłem do kuchni - i
zaszczepiłem nową kolonię.
Uświadomiłem sobie właśnie, że być może to, że znikają od czasu do czasu te woreczki z kuchni, jest zasługą mojego ojca, a moja
matka wiecznie je tam odkłada. A może jest inaczej.
Potem zrozumialem znaczenie oskarżenia 'ty chyba hodujesz ten kurz!!!'. Ano chyba troche tak. Patrze, a tu juz warstwa 0,3 mm, moze
za miesiac cos ciekawego urosnie? Fuj. Dobrze ze brudu za paznokciami skutecznie oduczono mnie hodować.
Wkładając wszystkie moje zle nagrane CD (koło 150 sztuk) z szuflady szafy, do nowo zwolnionego z zarazy miejsca w pufie, nastąpiło
spostrzeżenie od którego zacząłem dzisiejszą opowieść. Zadałem sobie pytanio-twierdzenie - przecież natura zbieracza ma też jakieś
zalety (?) zaraz po czym natknąłem na dnie szuflady na zakamuflowane pudełeczko, którego nikt nie podejrzewałby to to że jest azylem dwóch
trójników BNC, trzech pozłacanych gniazd RCA do montażu w obudowie, i pięciu oporników - dwa razy jedna wartość, dwa razy inna, i
jeden samotny.
Pomyślałem 'o, proszę, jakie mam w życiu szczęscie, ledwie coś pomyślę - znajduję przy sobie dowód'. Po czym pośpieszyłem odnieść
kondensatory na przysługujące im miejsce w szufladzie 'elektronicznej' mojego pokoju. Na fali robienia porządków, postanowiłem też
przejrzeć zawartość również tej szuflady. Zbieranie niepotrzebnych elektronicznych części było moim hobby od małego. Rozkręcałem
telewizory na podwórku, żeby mieć pełną szufladę elementów na czas, kiedy będę już umiał budować robota (<-piotrek mówi). Dlaczego
ojciec nie wyplenił mi tego? I tu przypomniałem sobie nagle, że w szafce z narzędziami kwitnie jego osobista kolekcja niepostrzbnych
śrubek - każda innego wymiaru - z ruskich maszyn, bo nigdy odpowiedniej śrubki nie można (było) znalezc. To nic, że od dziesięciu lat jedyną
funkcją doniczki ze śrubkami jest wyciąganie śrubek rozmiaru 3 i 4, których jest tam coraz mniej. No ale u mnie to samo. W szufladzie
elektronicznej znalazłem:
Cztery taśmy klejące i jedną złużytą.
Kilkanaście drucików.
Dalej Wielką Splątaną Kulę drucików
Taśm klejących jednak było pięć.
Wiadro wtyczek, stos podkładek. Po rozplątaniu kabelków - czterdześci sześć odcinków od 1 do 30 cm.
Wolę nie liczyć ile zdążyłem uzbierać śrubek typu 'od komputera'.
Rozglądam się po pokoju. O litości - zoruzmiałem, że dane też można chomikować. Przecież mało słucham muzyki, nie przesłuchałem
pewnie nawet połowy ze 130 płyt z mp3. A co z moją kolekcją niepotrzebnych nagrañ video? (łącznie ponad 15 000 plików avi).
Powiedz mi co zbierasz, a powiem ci kim jestes? Porządki w pokoju trwają.
ps. A w szufladzie ostatecznie znalazłem jedenaście taśm klejących.
Czasem wydaje mi się, że moje siedzenie w weekendowe wieczory przy komputerze wynika z głebokiego pragnienia zostania
bohaterem tragicznym. Ale to nie prawda.
Myśl druga:
Nasza kultura nie cierpi na deficyt informacji. Cierpi na przesyt informacją bezużyteczną, sztuczną. Umiejętność przeprowadzenia
wyszukania pożądanej informacji spośród bezmiaru wszystkich staje się wartością większą, a przynajmniej porównywalną, ze zdobywaniem/tworzeniem
informacji. Dlatego DJ jest gwiazdą.
Dodałem nową pozycję w sekcji filmowej - spot imprezy Renaissance Rec - gwiazdą wieczoru będzie Dave Seaman.
Przy okazji zapraszamy na imprezę ktora odbedzie sie 19 marca - wizualizacje Force Feedback Crew
A dzieñ wcześniej, 18 marca, w klubie GGOG koncert formacji Z^2 przy okazji przeglądu poetyckiego organizowanego przez PRZESUW
Aby opowiedzieć historię, musimy wybrać
bohatera. Niekoniecznie jednego, ale wybór musi zostać podjęty, nie możemy naraz opowiedzieć historii wszystkich ludzi świata.
Skazujemy się więc na subiektywność od samego początku, zanim jeszcze zaczniemy, określając granicę tego, co ważne dla opowieści.
Automatycznie więc każda historia "opowiadalna" jest jednocześnie nie do koñca prawdziwa. Wydzierając słowa które piszę, pod którymi
postawię swój podpis, spośród wszystkich słów jakie mógłbym w danym momencie powiedzieć, pozbawiam się przywileju objęcia milczeniem
całej prawdy. A więc podejmując działanie zrzekam się doskonałości - przestaje być ona moim celem.
Obawa: co, jeśli cała wartość mojej dotychczasowej twórczości polegała tylko i wyłącznie na tym, że
oglądając to co robie, ludzie mówili sobie 'też mogę'?
Ja czuję się zawiedziony, mam tylko nadzieję, że wspomogłem czyjś rozwój. No i drugą, że
będę miał na koncie kilka tworów które będą dla ludzi wartościowe poprzez siebie same.
Mem który potrafi być zarówno pasożytem, jak symbiontem, ale troche
wymusza.
A kawał o żarówce w ustach znacie ? :P future control Tylko zapętlić się łatwo.
Najdalej przedwczoraj wątpiłem poważnie
w sens zajmowania się czymkolwiek, co nie jest niezbędne do przeżycia, nie chciało mi się robić wizów, nie chciało mi się
robić filmów - nic.
Przypomniało mi się to wczoraj, gdy miałem na biurku pożyczoną kamerę która w przeciwieñstwie do mojej nie ma zjaranego
wyjścia DV, i zabrałem się do zgrywania materiałów z kilku taśm które się uzbierały....
Zazwyczaj wykonanie tak męczącej czynności
jak obejrzenie od początku do koñca jakiegoś filmu, powoduje we mnie rozpierające uczucie pragnienia robienia czegoś,
poczucie niewykorzystywanej mocy, którą najlepiej by było czymprędzej zaprzędz do służby - jeśli nie ludzkości, to przynajmniej
mojemu ego.
A jednak tak często koñczy się to na napisaniu paru słów na komputerze. A jeszcze częsciej na pomyśleniu, o napisaniu paru słów.
A przecież, choć czynności te niewątpliwie mają przyszłość, śą one całkowitym zaprzeczeniem działania.
<refleksja mode off> wracam do porządkowania pokoju (analiza związków przestrzeni z umysłem doprowadza mnie powoli do zrozumienia wpływu bałaganu na skupienie)
Narzędziem malarza jest płótno, farby i pędzle. Narzędziem muzyka jest jego instrument i nuty. Narzędziem
artysty nowych mediów jest komputer. Musi wiedzieć jak skonfigurować system, tak jak wiolonczelista musi
wiedzieć jak dbać o smyczek. Dobrze, jeśli ma pojęcie o teorii próbkowania, algorytmach interpolacji, transformacie
fouriera, tak jak dobrze, jeśli malarz wie, jaki jest skład farby i trwałość włosia
Oczywiście samo obycie z narzędziem, oswojenie medium, nie czyni z człowieka Twórcy, ale brak tego obycia
może go w pewnych okolicznościach (które w obecnej rzeczywistości występują coraz częsciej) kompletnie unieszkodliwić.
O ile jeszcze chyba praktycznie każdy ma w wpisany komórce magiczny ciąg cyferek opisany np 'marcin - komputerowiec' (swoją drogą
zabawne jak długo zajęło mi znalezienie takiego przykładu imienia żeby nikt ze znanych mi komputerowców się poczuł się dotknięty;P)
który może wykorzystać w sobotni wieczór gdy wszelkie próby przekonania bezdusznej maszyny do współpracy zawodzą, o tyle
w działaniu 'na żywo' bardzo jednak przydaje się posiadanie paru odruchów we krwi.
Ile to już razy w środku imprezy, pośród dymu, świateł laserów i łomotu basów, trzymając latarkę w zębach wyszarpywałem
z mojej maszyny kolejne karty...
Chyba
jednak rozumiem fatalizm. Wiara w zwycięstwo nie jest w stanie przekonać mnie, że zwycięstwo istotnie
nastąpi.
Przecież wszystkie maszyny nie mają prawa działać.
Ale nie przestaję. Naturą pszczoły jest robić miód.
Czasem
zastanawiam się, czy przy dzisiejszym tempie życia, dwudziestokilkuletni człowiek jest jeszcze
się w stanie nauczyć nowych rzeczy.
Sądzę, że tak. Ale kiedy patrzę w górę, i widzę jaka przedemną jest droga,
Taak,
dzieñ luzu był mi zdecydowanie bardzo potrzebny. Jest lepiej. Byłoby jeszcze lepiej gdybym nie polał
tej mikroelektroniki, a gdybym nie polał czujników, to by już było zupełnie dobrze, ale zle nie jest.
Udało się uporządkować kilka zaległych spraw.
Dodałem kilka starszych fot, z datami wykonania, więc nie pojawią się na górze listy. Tropienie
zostawiam wytrwałym. Poza tym dużo pomysłów, które próbują się wydostać. Mówię im: jeszcze chwila.
Czy to nie przerażające, że czasem różnica pomiędzy pracą a zabawą sprowadza
mi się do jednej pozycji w górę lub w dół na liście 'recent projects' w premiere
Spostrzeżenie:
kiedy dzwoni telefon - gra melodyjkę. Melodyjka zawiera w sobie jakiś (choć zazwyczaj niewielki) ładunek
emocjonalny - odebrana przez nas rozmowa jest więc zestawiona z przekazem melodyjki, jest przez niego umiejscawiania.
A jednak dzwoniący nie zna melodyjki która jest mu przyporządkowana. Zastanawiam się ile nieporozumieñ powstało z tego
powodu.
Leżę. dokładnie za moją głową płomieñ świecy, rozświetla ścianę
pokoju, widzę go trzecim okiem z tyłu głowy. wypala się, gaśnie. w
pokoju zapada powoli ciemność, migocący ostatkami płomieñ świecy wyciąga
ze ściany przede mną wzory, kształt - to jakaś twarz. ma fakturę jak
cieñ na mojej przerobionej fotce. Przypominam też sobie, że widziałem
ją we wzorach na siedzeniu w skm, i jeszcze w jakiś miejscach. jeśli
to jest ktoś - to jest mi znajomy, choć to raczej jakaś część mnie.
patrzę na twarz. odczytuje z niej, co mam robić.
robię to.
piętnaście minut pózniej znowu kładę się spać, przpominam sobie
spotkanie - i wtedy uświadamiam sobie, że nie zapalałem świecy. że
żadna świeca nie paliła się, ani nie gasła. że na ścianie nie było
żadnej twarzy.
Tak
sobie dziś pomyślałem, że w zasadzie to jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, robię to co lubię, czasem nawet
mi za to płacą, powoli realizuję sobie kolejne cele. itp.
Czasem tylko myślę, że gdybym urodził się w warszawce, to robiłbym to na dwa razy większą skalę i za pięć razy więcej pieniążków
A apetyt rośnie w miarę jedzenia. (pisane jedząc pierwszą kanapkę na kolację, i czując, że może się na niej nie skoñczyć)
Gdy
zabrałem się za robienie wizualizacji, zrozumiałem, że archwizowanie pozornie nawet najbardziej nieprzydatnych
nagrañ video ma sens. Dziś, przygotowując się do występu Z^2, zrozumiałem, że miało także sens gromadzenie najdziwniejszych
nagrañ audio. Dzwięki ulicy, tam przejechał samochód, jak zabrzmi mój głos, gdy włożę mikrofon do balonika, odgłos zamka
błyskawicznego. Cieszę się, że nie żałowałem płyt ;)
Szkoda ze sesja? a moze wlasnie
szczescie :) w kazdym razie trudno mi znalezc odorbine czasu zeby wziac sie
do jakiejs sensownej pracy. A pomysly czekaja. Do tego spostrzezenie z
wczoraj - film jeszcze sie nie skonczyl (a myslalem, ze
juz po nim, nadchodzi nielinearnosc. Moze jednak powstanie kilka filmow
jeszcze ze mna w napisach koncowych ;p. W kazdym razie
informuje, ze na stronie jeszcze sie wydarzy to i owo, ale ostatnio zluzylem
cale zasoby na zrobienie nowego desginu i silniczkow do niego.
Niebawem online mp3 z wystepu z^2 w mozgu, nastepny wystep w najblizszy piatek,
16.01.2003 w Gdansku, Ratsz Staromiejski, Towarzystwo Gastronomiczne, 21.00, wstep wolny. A w
sobote wizualizacje, ponownie w Mozgu w Bydgoszczy.
Pisząc nową stronę, liczyłem na to, ze uda mi sie poprzez nią ubrać w słowa te rzeczy, które są we mnie, i te, które pojawiają się
we mnie teraz. Chcialem prorokowac, chciałem
mówić. Wciąż chcę. Ale czuję się trochę jak dziecko, na ktore przychodzi powoli czas, żeby dojrzeć, a ono wciąż nie chce.
Więc mówię, dopóki jeszcze nie zrozumiałem, że słowa nie mówią o niczym ważnym
kim będę, kiedy strona nie będzie mi już potrzebna?